jak to się wszystko zaczęło?
"kto idzie ze mną na koncert" - napisała A w Twarzoksiążce. "Ja, ja" - niewiele myśląc odpisałam. Potrzebowałam muzyki, koncertowej, choćby w spokojnej wersji, energii. Chciałam odreagować wydarzenia ostatnich miesięcy. Zawiedzioną przyjaźń, zamknięcie rozdziału wydawałoby się niekończącej się opowieści damsko-męskiej i ostatni romans, co to tryskał erotyzmem, ale ewidentnie był "klinem" na problemy sprzed chwili. Zapomniałam tylko, że na ten dzień umówiłam się z Mq, z którą co chwila przekładałyśmy spotkania - to miało odbyć się na 100%.
"Zarezerwowałam dla nas bilety" napisała A. Trochę głupio się było wykręcać, ale miałam przecież sensowny powód - spotkanie z Mq.
"Kochana, jestem chora - wpadnij do nas wieczorem" - rano dała znać Mq. Nie uśmiechało mi się zarazić (masa pracy, permanentne zmęczenie i katar nie wróżący nic dobrego, a na zewnątrz temperatury minusowe) i rozłożyć na amen. Na dodatek w mieszkaniu Mq mieszka kot - pieszczoch, lubi się do mnie przytulać, domaga się smerania w zamian fundując mi ataki alergii. "To mnie przerasta" pomyślałam. Najchętniej zostałabym w domu. Było jednak we mnie poczucie, że skoro umówiłam się w dwa miejsca, nie powinnam z obu rezygnować, któryś z planów powinien zostać wykonany. Zatem koncert!
Miałam dzień "jestem na NIE". Ale pomyślałam, że fajnie będzie spotkać się z A - ona ma takie zdrowe, bezpośrednie i bezpardonowe podejście do rzeczywistości.
Zbliżając się do umówionego miejsca zauważyłam A. Nie samą. Z jej facetem. C, jak do tej pory i te ledwie kilka razy kiedy się widzieliśmy, nie był zbyt rozmowny. "O NIE!" zamarudziłam w duchu.
A z daleka do mnie pomachała. Jak to ona, pełna energii. Jej zachowanie było totalnym przeciwieństwem tego co działo się akurat we mnie. I jeszcze ten szept z tyłu głowy, obawa, ryzyko, że w miejscu koncertu spotkam Klina - przecież je lubił. Tego byłoby za dużo jak na jeden dzień.
"Zadzwonimy jeszcze do K - dołączy do nas. W przyszłym tygodniu będzie miał operację, więc mamy ostatnią okazję żeby go przed nią rozerwać". No ładnie. Przyjdzie pewnie jeszcze jedna parka, jakiś K z jakąś laską, i zamiast plotek i odreagowania będę się czuła jak przysłowiowe, piąte koło u wozu.
K - kimkolwiek był, spóźniał się. Wcale mi to nie przeszkadzało. C zapłacił za piwo dla naszej trójki - z relaksującym napojem poszliśmy więc do właściwej sali. Zaczął się koncert więc tradycyjnie w takich momentach weszłam w swój i muzyczny świat. Rzeczywistość, otoczenie na chwilę przestały mieć znaczenie.
Koncert nie mógł trwać jednak w nieskończoność. Odwracam się, a tam A i C stoją z najprawdopodobniej tym K. Padło krótkie Cześć. A zaproponowała piwo. Dla mnie OK - powiedziałam, pomyślałam jednak od razu - teraz ja zapłacę, napiję się z nimi żeby nie było i zawijam się stąd. Nie mam ochoty na afiliowanie się z jakimiś obcymi ludźmi. Przeszliśmy do drugiej sali i wtedy C wskazał na stolik - tam jest, dziewczyny zajmijcie go. I razem z K zniknęli przy barze. Demyt, będę musiała zostać na jeszcze jedno żeby im je "odstawić" - pomyślałam. Moja potrzeba niezależności, nieprzyjmowania prezentów, stawianych piw, etc. była tego dnia większa niż zwykle. Jestem dziś przecież na NIE!
Piwo, które przynieśli panowie wypiliśmy w podgrupach. Ja z A, C z K. Trzeba było pójść po kolejne. Wstałam więc zanim ktoś mnie ubiegnie, ale w tym samym czasie zrobił to K. "O, to idźcie razem, oboje przyniesiecie" skomentował C. NIE! - znów pomyślałam.
K szybciej podszedł do baru i zdążył zamówić piwa dla wszystkich. To dla nas? - zapytałam wskazując na nalewającego napój barmana. Tak. Wyciągnęłam zatem szybko pieniądze w stronę baru. Ale za poprzednie płacił C - powiedział K otwierając swój portfel. Za jeszcze poprzednie też, teraz ja płacę - odparłam jak na nieustępliwą i na "NIE" kobietę przystało ;). OK, zatem za następne ja zapłacę - odpowiedział na totalnym luzie K. Nastała cisza, a piwo jeszcze się nalewało. Podobno masz mieć operację - zagaiłam żeby przerwać niezręczny moment. Mój brat będzie miał podobną na dwa dni przed Tobą. Jak to się stało? Grałem w piłkę. Wymieniliśmy jeszcze może ze dwa zdania i można było wrócić z kuflami do stolika. Nie wiem dlaczego, ale nagle zaczęliśmy rozmawiać całą "czwórką". O życiu. Pracy. Religii. Totalitaryzmach. Podróżach. Wszystkim. Zrobiło się przyjemnie. K poszedł po jeszcze jedno piwo (nie pamiętam kiedy wcześniej/ostatnio tyle wypiłam - odkąd prowadzę znacznie spadła dawka przyjmowanego przeze mnie alkoholu). Trzeba się było jednak, w końcu, zbierać do domów. Następnego dnia każdy z nas szedł przecież do pracy!
Zamówiłam dwie taksówki dla A i C i dla siebie. Nie zrozumiałam dokładnie co powiedział K (gdzie jedzie/na jakąś ulicę) ale okazało się, że zabierze się taksą w Nimi. Kiedy powiedziałam, w którą stronę jadę ja, zmienił zdanie. Okazało się, że mieszka nieco dalej niż ja, zabierze się więc moją taksówką.
I tak, w tej taksówce zaczęliśmy rozmawiać o jego podróży do T, jeździe samochodem i imprezach w gronie najbliższych. To był moment. Zrobiło się przyjemnie. Na do widzenia cmoknęliśmy się w policzek mówiąc do zobaczenia. Uśmiechnęłam się sama do siebie, mimo wieczoru na "NIE".
Moja ciekawskość pielęgnowana przez rodzaj pracy, którą wykonuję oraz internet w paznokciu małego palca sprawiły, że od razu po wejściu do domu otworzyłam Twarzoksiążkę. W zasadzie to znam tylko jego nazwisko (przezwisko?), jedyną więc szansą jest przejrzeć znajomych A! Jak się okazało, nie było to najlepszym czy raczej najprostszym rozwiązaniem. A dbając wielce o swoją i innych prywatność zablokowała możliwość przeglądania znajomych także dla swoich znajomych. Trudno - pomyślałam. Widać to nie jest człowiek, którym powinnam się interesować - machnęłam ręką.
c.d.n.
środa, 30 marca 2011
wtorek, 29 marca 2011
miło
słowo "miło" nabrało ostatnimi czasy nowego znaczenia w moim życiu. długo twierdziłam, że jest bezbarwne, nacechowane obojętnością. "powiedzieć o kimś, że jest miły, to tak jakby nie mieć o nim nic do powiedzenia" - twierdziłam. "w gruncie rzeczy uważam, że jesteś sympatyczny" - to hasło z reklamy czy jakiegoś innego popkulturowego, telewizyjnego obrazka krążyło w mojej głowie wokół słowa miły. wiele się jednak zmieniło.
to miło.
zakochałam się. czy też - pokochałam. bezproblemowo. po prostu. przyjemnie.
"miło" zyskało nową jakość.
miło znaczy dobrze.
to miło.
zakochałam się. czy też - pokochałam. bezproblemowo. po prostu. przyjemnie.
"miło" zyskało nową jakość.
miło znaczy dobrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)