<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3336196061621266917</id><updated>2012-02-16T12:20:58.449-08:00</updated><title type='text'>miło znaczy dobrze</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://milo-znaczydobrze.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3336196061621266917/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milo-znaczydobrze.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>miloznaczydobrze</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>2</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3336196061621266917.post-5510544092259826078</id><published>2011-03-30T04:21:00.000-07:00</published><updated>2011-03-30T04:36:28.301-07:00</updated><title type='text'>nie taka godzina 0 jak ją malują</title><content type='html'>jak to się wszystko zaczęło?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"kto idzie ze mną na koncert" - napisała A w Twarzoksiążce. "Ja, ja" - niewiele myśląc odpisałam. Potrzebowałam muzyki, koncertowej, choćby w spokojnej wersji, energii. Chciałam odreagować wydarzenia ostatnich miesięcy. Zawiedzioną przyjaźń, zamknięcie rozdziału wydawałoby się niekończącej się opowieści damsko-męskiej i ostatni romans, co to tryskał erotyzmem, ale ewidentnie był "klinem" na problemy sprzed chwili. Zapomniałam tylko, że na ten dzień umówiłam się z Mq, z którą co chwila przekładałyśmy spotkania - to miało odbyć się na 100%.&lt;br /&gt;"Zarezerwowałam dla nas bilety" napisała A. Trochę głupio się było wykręcać, ale miałam przecież sensowny powód - spotkanie z Mq.&lt;br /&gt;"Kochana, jestem chora - wpadnij do nas wieczorem" - rano dała znać Mq. Nie uśmiechało mi się zarazić (masa pracy, permanentne zmęczenie i katar nie wróżący nic dobrego, a na zewnątrz temperatury minusowe) i rozłożyć na amen. Na dodatek w mieszkaniu Mq mieszka kot - pieszczoch, lubi się do mnie przytulać, domaga się smerania w zamian fundując mi ataki alergii. "To mnie przerasta" pomyślałam. Najchętniej zostałabym w domu. Było jednak we mnie poczucie, że skoro umówiłam się w dwa miejsca, nie powinnam z obu rezygnować, któryś z planów powinien zostać wykonany. Zatem koncert!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam dzień "jestem na NIE". Ale pomyślałam, że fajnie będzie spotkać się z A - ona ma takie zdrowe, bezpośrednie i bezpardonowe podejście do rzeczywistości.&lt;br /&gt;Zbliżając się do umówionego miejsca zauważyłam A. Nie samą. Z jej facetem. C, jak do tej pory i te ledwie kilka razy kiedy się widzieliśmy, nie był zbyt rozmowny. "O NIE!" zamarudziłam w duchu.&lt;br /&gt;A z daleka do mnie pomachała. Jak to ona, pełna energii. Jej zachowanie było totalnym przeciwieństwem tego co działo się akurat we mnie. I jeszcze ten szept z tyłu głowy, obawa, ryzyko, że w miejscu koncertu spotkam Klina - przecież je lubił. Tego byłoby za dużo jak na jeden dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zadzwonimy jeszcze do K - dołączy do nas. W przyszłym tygodniu będzie miał operację, więc mamy ostatnią okazję żeby go przed nią&amp;nbsp; rozerwać". No ładnie. Przyjdzie pewnie jeszcze jedna parka, jakiś K z jakąś laską, i zamiast plotek i odreagowania będę się czuła jak przysłowiowe, piąte koło u wozu.&lt;br /&gt;K - kimkolwiek był, spóźniał się. Wcale mi to nie przeszkadzało. C zapłacił za piwo dla naszej trójki - z relaksującym napojem poszliśmy więc do właściwej sali. Zaczął się koncert więc tradycyjnie w takich momentach weszłam w swój i muzyczny świat. Rzeczywistość, otoczenie na chwilę przestały mieć znaczenie.&lt;br /&gt;Koncert nie mógł trwać jednak w nieskończoność. Odwracam się, a tam A i C stoją z najprawdopodobniej tym K. Padło krótkie Cześć. A zaproponowała piwo. Dla mnie OK - powiedziałam, pomyślałam jednak od razu - teraz ja zapłacę, napiję się z nimi żeby nie było i zawijam się stąd. Nie mam ochoty na afiliowanie się z jakimiś obcymi ludźmi. Przeszliśmy do drugiej sali i wtedy C wskazał na stolik - tam jest, dziewczyny zajmijcie go. I razem z K zniknęli przy barze. Demyt, będę musiała zostać na jeszcze jedno żeby im je "odstawić" - pomyślałam. Moja potrzeba niezależności, nieprzyjmowania prezentów, stawianych piw, etc. była tego dnia większa niż zwykle. Jestem dziś przecież na NIE!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piwo, które przynieśli panowie wypiliśmy w podgrupach. Ja z A, C z K. Trzeba było pójść po kolejne. Wstałam więc zanim ktoś mnie ubiegnie, ale w tym samym czasie zrobił to K. "O, to idźcie razem, oboje przyniesiecie" skomentował C. NIE! - znów pomyślałam.&lt;br /&gt;K szybciej podszedł do baru i zdążył zamówić piwa dla wszystkich. To dla nas? - zapytałam wskazując na nalewającego napój barmana. Tak. Wyciągnęłam zatem szybko pieniądze w stronę baru. Ale za poprzednie płacił C - powiedział K otwierając swój portfel. Za jeszcze poprzednie też, teraz ja płacę - odparłam jak na nieustępliwą i na "NIE" kobietę przystało ;). OK, zatem za następne ja zapłacę - odpowiedział na totalnym luzie K. Nastała cisza, a piwo jeszcze się nalewało. Podobno masz mieć operację - zagaiłam żeby przerwać niezręczny moment. Mój brat będzie miał podobną na dwa dni przed Tobą. Jak to się stało? Grałem w piłkę. Wymieniliśmy jeszcze może ze dwa zdania i można było wrócić z kuflami do stolika. Nie wiem dlaczego, ale nagle zaczęliśmy rozmawiać całą "czwórką". O życiu. Pracy. Religii. Totalitaryzmach. Podróżach. Wszystkim. Zrobiło się przyjemnie. K poszedł po jeszcze jedno piwo (nie pamiętam kiedy wcześniej/ostatnio tyle wypiłam - odkąd prowadzę znacznie spadła dawka przyjmowanego przeze mnie alkoholu). Trzeba się było jednak, w końcu, zbierać do domów. Następnego dnia każdy z nas szedł przecież do pracy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamówiłam dwie taksówki dla A i C i dla siebie. Nie zrozumiałam dokładnie co powiedział K (gdzie jedzie/na jakąś ulicę) ale okazało się, że zabierze się taksą w Nimi. Kiedy powiedziałam, w którą stronę jadę ja, zmienił zdanie. Okazało się, że mieszka nieco dalej niż ja, zabierze się więc moją taksówką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, w tej taksówce zaczęliśmy rozmawiać o jego podróży do T, jeździe samochodem i imprezach w gronie najbliższych. To był moment. Zrobiło się przyjemnie. Na do widzenia&amp;nbsp; cmoknęliśmy się w policzek mówiąc do zobaczenia. Uśmiechnęłam się sama do siebie, mimo wieczoru na "NIE".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja ciekawskość pielęgnowana przez rodzaj pracy, którą wykonuję oraz internet w paznokciu małego palca sprawiły, że od razu po wejściu do domu otworzyłam Twarzoksiążkę. W zasadzie to znam tylko jego nazwisko (przezwisko?), jedyną więc szansą jest przejrzeć znajomych A! Jak się okazało, nie było to najlepszym czy raczej najprostszym rozwiązaniem. A dbając wielce o swoją i innych prywatność zablokowała możliwość przeglądania znajomych także dla swoich znajomych. Trudno - pomyślałam. Widać to nie jest człowiek, którym powinnam się interesować - machnęłam ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;c.d.n.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3336196061621266917-5510544092259826078?l=milo-znaczydobrze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milo-znaczydobrze.blogspot.com/feeds/5510544092259826078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://milo-znaczydobrze.blogspot.com/2011/03/nie-taka-godzina-0-jak-ja-maluja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3336196061621266917/posts/default/5510544092259826078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3336196061621266917/posts/default/5510544092259826078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milo-znaczydobrze.blogspot.com/2011/03/nie-taka-godzina-0-jak-ja-maluja.html' title='nie taka godzina 0 jak ją malują'/><author><name>miloznaczydobrze</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3336196061621266917.post-4622547218134575347</id><published>2011-03-29T16:50:00.000-07:00</published><updated>2011-03-29T16:50:02.746-07:00</updated><title type='text'>miło</title><content type='html'>słowo "miło" nabrało ostatnimi czasy nowego znaczenia w moim życiu. długo twierdziłam, że jest bezbarwne, nacechowane obojętnością. "powiedzieć o kimś, że jest miły, to tak jakby nie mieć o nim nic do powiedzenia" - twierdziłam. "w gruncie rzeczy uważam, że jesteś sympatyczny" - to hasło z reklamy czy jakiegoś innego popkulturowego, telewizyjnego obrazka krążyło w mojej głowie wokół słowa miły. wiele się jednak zmieniło.&lt;br /&gt;to miło.&lt;br /&gt;zakochałam się. czy też - pokochałam. bezproblemowo. po prostu. przyjemnie.&lt;br /&gt;"miło" zyskało nową jakość.&lt;br /&gt;miło znaczy dobrze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3336196061621266917-4622547218134575347?l=milo-znaczydobrze.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milo-znaczydobrze.blogspot.com/feeds/4622547218134575347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://milo-znaczydobrze.blogspot.com/2011/03/mio.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3336196061621266917/posts/default/4622547218134575347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3336196061621266917/posts/default/4622547218134575347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milo-znaczydobrze.blogspot.com/2011/03/mio.html' title='miło'/><author><name>miloznaczydobrze</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
